390.


Link 15.01.2012 :: 11:15 Komentuj (0)

Zwykła styczniowa niedziela. Zza oknem biało – „ładna ta zima, ale zimno”, więc siedzę na łóżko pod pomarańczowym kocem. Na kolanach mam gazetę, laptopa lub książkę. Skończyła mi się owocowa herbata w torebkach – piramidkach. Dlatego jem chipsy. Odbiegam myślami od czytanego tekstu. Albo podchodzę do lustra; podoba mi się szary, prosty sweterek w połączeniu z równie prostymi w kroju jeansami i pomalowanymi na czerwono paznokciami. Odgarniam włosy, myślę, że powinnam umówić się z fryzjerką – mówią, że lepiej mi w blondzie, ale włosy trzeba farbować co miesiąc. Staram się nie zapomnieć o tym, że babcia ma dziś urodziny, ale jeszcze za wcześnie, żeby iść do niej na kawę. Jeszcze chwila, a zasnę z książką wbijającą się w prawy bok. Sennie, leniwie, ciepło tu. Dobrze. Na chwilę, nie ogarniam tego jak wiele powinnam.

389.


Link 01.01.2012 :: 23:52 Komentuj (2)

Obudziłam się przed chwilą. Właściwie - obudził mnie ból. Dostałam okres dziś rano - względnie delikatnie się to odbyło. Jeśli pobolewało, to raczej naturalnie, jakby w oddali. I mam - niespełna dwie godziny temu przebudziłam się pierwszy raz. Z trudem wstałam z łóżka, włączyłam światło i poszłam do łazienki. Wróciłam i zasnęłam momentalnie. Cóż, zdarza się. Budzę się drugi raz. Zerkam na telefon: 22:20. Co jest, przecież wstawałem przed chwilą? Z tym, że boli. Boli jak długo przedtem nic. Co najmniej, jakby coś mnie przygniatało i z jakąś (nie)naturalną, niepohamowaną siłą naciskało na mnie - od wewnątrz. Odśrodkowy ból, którego nie sposób znieść. I, co mnie bardzo dziwi, chce mi się pić. Pragnienie przy bólu menstruacyjnym nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Przewracam się z boku na bok, kulę się, okrywam kołdrą, kocem, drugim kocem, siadam na łóżku, przytulam się do poduszek. Zagryzam wargi i nie wiem co ze sobą zrobić. Przełamałam się, ponieważ w 10 minut później z kuchennej szafki wygrzebałam Ketonal. W tym momencie jestem pomiędzy laptopem, którąś z kolei szklanką napoju, którego nie lubię i łazienką. Może, trochę mi zimno, ale niewiele na sobie mam. Dręczy mnie myśl, że nie mogę już odkładać wizyty u ginekologa. Obiecałam sobie, że jeśli jeszcze raz trafi mi się tak ciężki okres jak miesiąc temu (utrata świadomości i zakrwawiona pościel) to wybiorę się do lekarza. Masz ci los. Poszłabym już spać.